Wednesday, November 13, 2013

MyTAB 8 Mini - tablet z biedronki

Niedawno postanowiłem zakupić tani tablet z biedronki: MyTAB 8 Mini. Poniżej zamieszczę krótką recenzję. Zaznaczę, że jestem człowiekiem technicznym - moja żonka pewnie by lepiej potrafiła opisać nietechniczne aspekty.

Zacznę od miejsca zakupu i producenta. Biedronka i myPhone/Wrocław. Czyli na plus.
Biedronkę zna chyba każdy Polak (jak i Polka). Jest blisko i łatwo o wymianę/zwrot zakupionego urządzenia w przypadku problemów.
Firmę myPhone kojarzyłem ale nic więcej nie potrafię o niej powiedzieć. Nie jest to jednak ważne. Oprogramowanie to Android, sprzęt do każdego tabletu dostarczają chińczycy/koreańczycy/hindusi/itp.

Sprzęt. Na chwilę obecną konkurencyjny - trudno kupić coś podobnego w tej cenie - chyba, że ktoś sprowadza bezpoośrednio od producenta ale wtedy są problemy z cłem, VATem itp.
Ekran na plus. Konkurencja ma zazwyczaj ekrany 7" a tutaj mamy 8" czyli o 14% więcej. Od razu zaznaczę, że te cale to ściema - podaje się zwykle rozmiar tabletu więc jeśli wetknąć zegarek LCD w dużą deskę to otrzymamy 50" tablet... Na szczęście ekran radzi sobie nieźle - o ile pamiętam to 1024x768 czyli człkiem przyzwoicie. I tutaj już nie ma ściemy - konkurencja może jedynie zaoferować innego typu ekran (np. jaśniejsze podświetlenie, itp.). Przy tej cenie nie spodziewajmy się ekranu Gorilla Glass - to zwykłe szkło i musimy uważać aby go nie porysować/stłuc.
Procesor neutralny. To dwurdzeniowy AllWinner A20. Wystarczy do większości rzeczy (np. oglądania filmów, przegląania stron WWW czy zagrania w prostą grę) ale np. do obejrzenia filmów HD przez stronę WWW już nie wystarczy.
Pamięć 1GB czyli dobrze. Chińczycy dopiero rozpoczęli masową produkcję sprzętów z 2GB RAM.
Pamięć FLASH to chyba 4GB. Mało istotne choć czasem to może być za mało.
Obecność GPS to plus - nie sprawdzałem jednak.
Sieć bezprzewodowa WiFi z całkiem dobrym zasięgiem.
Dostępnych jest kilka wariantów - w tym taki fajny z metalowymi pleckami.
Nie jest to co prawda jakiś super drogi sprzęt jak sobie nasze rządzące osły kupiły w parlamencie ale chyba jest nieźle.
Jeszcze rok temu można było kupić telefon Samsung Galaxy Mini (i masę podobnych) które miały jednordzeniowy wolniejszy procesor, 0.25GB RAM, 0.25GB FLASH, mały ekran 320x200... Ten tablet jest od tamtego sprzętu kilkukrotnie lepszy.
Można tu jeszcze dodać info o baterii, wadze, wymiarach... tyle że bateria nie jest istotna jak mamy ładowarkę pod ręką, wymiary to wcześniej wspomniane 8" a waga... przeciętna bym powiedział.

Kilka wad.
Zasilacz z nietypową wtyczką - chociaż jak sie rozejrzeć to nie jest ona taka zupełnie nietypowa. Krótki kabel (<1.5m) to zaleta (małe straty energii na rezystancji) i wada (za krótki aby wpiąć się do gniazdka i korzystać z tabletu). Trzeba dokupić jakiś przedłużacz 220V.
Przycisków jest troszkę mało. Brakuje HOME, przydałby się BACK.
Zalety...
Wyjście HDMI, gniazdo uSD, uUSB i słuchawkowe, mikrofon.

Oprogramowanie.
Android 4.x. Podobno są problemy z wgraniem własnego systemu ale producent udostępnił źródła MyTAB 10. Teoretycznie powinien udostępnić też wszystkie inne... Mam nadzieję, że tak uczyni.

Odczucia podczas użytkowania...
Chwilami przycina (zapewne tani kontroler pamięci i tanie kości, być może jakieś problemy z oprogramowaniem) ale nie jest źle.
Kamera kiepska - jak w każdym tablecie w tej półce cenowej. Jeśli już dalli 2 kamerki to tylna powinna mieć autofocus (a tego brak).

Ocena ogólna: Nie jest źle.
Stosunek jakości do ceny: SUPER.

Tuesday, September 24, 2013

Oracle is user unfriendly

I'm getting pissed a bit by the Oracle. It's not the DB itself but everything around it. For over 1 week I'm trying to set up an VM with Oracle DB installed. At first I have installed Oracle VM Virtualbox manager. Then I tried to find an image that would be working out-of-the-box. On the Oracle page you can find many different VM templates... with strange names not telling much. There are images working only... if you are using 64-bit OS with hardware virtualization support. User interface on the Oracle page is... rough at best. "Search" function is returning many unrelated posts. Web page is a set of panels with sets of buttons, lists and plenty of controls. You would never know what's for. It is overloaded with controls. Once I tried to report a bug to Oracle. Their technician requested a testcase to be created using their procedures. What's funny is that their procedures are buggy and he requested other methods to be used. So I tried another one... and another... There was another way... simple and supported by them... at least according to the documentation. Unfortunately, it is too challenging to report bugs to Oracle so I had to find a workaround and just accept the bug. The bug is related to WITH statement in which UNION ALL is used. The projections are likely to get materialized and CBO is unable to push predicate into it. To find it out I had to use traces (or so called events to be enabled). Within >100MB text file I've located the portion where CBO should attempt to push predicate but... it wasn't even trying. So my experience with Oracle for today is as it follows:

  • DB engine is quite nice and powerful. But you need to know its weirdness and how to deal with it.
  • DB documentation is quite readable and complete. Unfortunately the new features are lacking documentation.
  • Web pages are slow, not intuitive, overloaded and often asking for login information (which cannot be stored within the browser unless you use some trick).
  • Licensing is terrible. It costs a lot and there are free alternatives which are getting better and better.
  • Performance is controlled by some kind of artificial intelligence called CBO... which is quite buggy. Usually it works well under the condition that DB was designed by an experienced person. Unfortunately, the DB's are usually designed by people without much knowledge and companies are crying at some points due to performance issues.
  • Their support sux.
  • Nice thing about Oracle: The more you work with it, the more you are worth. Experience is very valuable here.

Friday, September 6, 2013

[EN] Why Poland is a sick country... obligation to register

A long time ago, when in Poland was there was socialism (as it never got to communism), people were obliged to register. That is every citizen had to have an address "where it was allocated by the government". It was not allowed to travel without an official permission. Whenever you moved into a new place for 3 days or more, you had to report this. That way the companion government could track you.

Nowadays... that is still the case.

Well... in fact similar restrictions existed in Poland for centuries.

What does it mean for citizens of Poland nowadays?

Whenever you travel to place which is not your currently registered place of living... you need to register.

There are 2 types of registrations. First is the temporary registration (ex. when you travel to some place for 3 days or more but less than 3 months). Second is a permanent residence place registration.

The second one is written in every official document you might have. Every time it changes... you need to take at least one day off (polish bureaucracy is a difficult one), go into one place, report where you are going to stay (you need the person who has rights to the residence place to be there... personally), then go to another place to change your identity card... but that's only the beginning. And you need to provide your current photos. Every document that has the data being changed... every single one needs to be changed. It is usually not free. In case if you have a car - you need to change your vehicle registration document (it costs), vehicle card and your driver license. Total cost (excluding the cost of current photos): ~5.3% of the median monthly salary. It means that if you are an average person and you would like to relocate 4 times a year... it would consume ~2% of your salary (or more) and you need to take 8 days of (as you need to do the formal things personally filling the papers, etc. and then pick up the documents).

What has changed? Since 2013 it is no longer a crime (yes - you would go to the prison... would they torture you?) in Poland if you won't register. So nowadays you would just be doing everything against the law - probably getting some fine.

But wait. That is not all. There is a law saying that I can send a official document to your registered address and it is considered as delivered if I did it twice. Even if the address was incorrect (that is if I would deliberately use your old registration address... or even an registration address of anyone else). Not enough? Seems so. As there are known issues (it is quite often situation by the way) where some debtors had no money to pay their debts and another person was robbed. Why? Because they had same name or surname or age or similar address or... And the bailiff might rob you without any consequences. You want to get your money back? Then you need to prove that the money were yours, that the debt is not yours, that it was illegal to take the money from you... and then you can politely ask for refund of the money. Of course there is an issue who should return the money... but there is possibly some small chance that someone would agree to give the money back to you. And what would you tell to the fact that our governments is going to increase the rights of bailiffs in Poland?


Luckily for me, I had no incidents involving bailiffs yet. However I had gone through the process of changing my documents.

Wednesday, May 8, 2013

Potyczki z Netia SA / Netia Spot (zakup czy dzierżawa?)

Od prawie 2. lat jestem klientem firmy Netia SA. Przez ten czas wszystko było raczej OK. Ale ostatnio zastanawiam się coraz bardziej nad zmianą usługodawcy. Zaczęło się w kwietniu 2013. Jako, że moja dotychczasowa umowa się niedługo kończy i przejdzie na "umowę na czas nieokreślony" - dzwonią do mnie konsultanci firmy Netia nakłaniając na przedłużenie umowy na kolejne 24 miesiące. Ci ludzie nie mają łatwo ale... ech...

Zacznę od tego, że nie chcą (nie mogą?) mi przesłać dokumentów z nowymi warunkami umowy przed ich zaakceptowaniem. To niby w ciemno mam akceptować?
Dziennik ustaw 2002-12-04, ustawa z 18 lipca 2002 o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Art. 8, pkt 1, podpunkt 2): "nieodpłatnie udostępnia usługobiorcy regulamin przed zawarciem umowy o świadczenie takich usług, a także – na jego żądanie – w taki sposób, który umożliwia pozyskanie, odtwarzanie i utrwalanie treści regulaminu za pomocą systemu teleinformatycznego, którym posługuje się usługobiorca."


Rozmowa odbywa się poprzez telefon. Całość jest nagrywana a mnie się o tym nie informuje - jedynie na koniec, po zaakceptowaniu warunków otrzymuję informację, że nagranie będzie przechowywane przez czas trwania umowy. Czy to naruszenie prawa? Chyba nie. Ale na pewno nie jest to fair-play jeśli obydwie strony nie mają dostępu do nagrania. Jak to dobrze, że nagrywam WSZYSTKIE rozmowy wykonywane na mój telefon komórkowy. W razie potrzeby nie będzie obaw jakbym w sądzie (nawet cywilnym) miał te nagrania wykorzystać w celach dowodowych.

Pierwszy problem to propozycja złożona przez konsultantkę. Rozumiem babkę - łatwo się pomylić. Problem w tym, że jeśli ja się przejęzyczę to Netia będzie tego się czepiać - dlatego (niestety) ja też muszę być dokładnym. Miła Pani przez telefon zaproponowałą mi zakup urządzenia "Netia Spot". Problem w tym, że Netia nie sprzedaje tychże urządzeń a jedynie je dzierżawi. Podczas rozmowy zostałem też poinformowany, ze w terminie 10 dni od otrzymiania potwierdzenia (ważne!) zmiany warunków umowy przysługuje mi prawo do odstąpienia od tychże zmian. W 9 dni od zaakceptowania przez telefon oferty (m.in. zakupu urządzenia "Netia Spot") otrzymałem maila z dokumentami. Problemem jest niezgodność dokumentów z zaakceptowaną przeze mnie umową a więc "niezgodność zamówionego towaru z umową".
Do tego dochodzi przepis, że zawarcie umowy przez telefon może być dokonane tylko i wyłącznie po wcześniejszym zaakceptowaniu takiej formy przez kupującego... więc można się przyczepić, że konsultanci PRZED rozmową nie otrzymali ode mnie takiej akceptacji... ech...
Jak tylko dostałem te regulaminy to zabrałem się za czytanie. Niestety było już późno i mogłem zrobić to dopiero następnego dnia. Tam wyczytałem (tak, wiem - większość ludzi podpisuje umowy nawet ich nie czytając... nie jestem normalny), że nie kupię urządzenia "Netia Spot" a jedynie je wydzierżawię...
W efekcie kolejnego dnia pojechałem na pocztę i wysłałem odstąpienie od zaproponowanych warunków. Wysłałem to poleconym priorytetem co by mieć pewność, że nikt się nie przyczepi prawnie, że nie wysłałem tego papierka... A na wszelki wypadek wysłałem też mailem. Tym bardziej, że dostałem bezpodstawną fakturę za niezamówioną usługę (poprosiłem więc o korektę faktury). Zrobiłem to w terminie do 10 dni od otrzymania potwierdzenia zmiany warunków umowy, więc jest OK.
Na maila dostałem informację, że nie ma tam własnoręcznego podpisu, więc nie wystarczy takie odstąpienie. Dobrze, że wysłałem listem bo by mnie na szaro zrobili skubani!

Aktualizacja: Po wysłaniu reklamacji z prośbą o polubowne załatwienie sprawy i informacją, że jeśli to możliwe to wolałbym uniknąć marnowania czasu na bieganie po sądach i UOKiK... uznano moją reklamację. Zdążyłem zapłacić już za kolejny miesiąc opłaty pomimo niewystawienia poprawnej faktury (zapłaciłem kwotę pomniejszoną o niesłusznie doliczone opłaty). Teraz czekam na korektę faktury. A w zasadzie to mogłem zapłacić symboliczną złotówkę i też nie mogliby się do mnie przyczepić - dopóki nie dostałem poprawnej faktury i odpowiedzi na reklamację... Harmonogram zdarzeń:
2013-04-08 - telefon od konsultantki, akceptacja przedstawionych warunków
2013-04-17 - otrzymuję potwierdzenie zmiany warunków umowy, regulaminy, dokumenty, itp.
2013-04-19 - wysyłam poleconym priorytetem odstąpienie od zmiany warunków umowy - nie akceptowałem warunków przesłanych w emailu
2013-04-20 - otrzymałem bezpodstawną fakturę za niezamówione usługi
2013-04-22 - wysłałem prośbę o korektę niepoprawnej faktury
2013-04-25 - w odpowiedzi na prośbę o korektę otrzymałem... informację, że nie mogą przyjąć wysłąnej mailem rezygnacji (co ma piernik do wiatraka?)
2013-05-08 - otrzymuję przypomnienie o konieczności zapłaty tej bezpodstawnej faktury!
2013-05-08 - dzwonię do biura obsługi Netia i dowiaduję się, że moje odstąpienie odebrali 2013-04-24, czyli ponad 10 dni od rozmowy z konsultantem i dlatego jest ono nieważne (brednie - wysłałem w terminie poniżej 10 dni od otrzymania potwierdzenia zmiany warunków umowy)
2013-05-08 - dzwonię jeszcze raz i informuję konsultantkę, że ja TAKŻE nagrywam rozmowę... na co ona żąda abym ja się rozłączył!
2013-05-08 - piszę zapytanie do UOKiK, kontaktuję się ze swoim najbardziej-jak-się-da zaufanym radcą prawnym
2013-05-08 - piszę jeszcze pismo na info@netia.pl w nadziei, że uda się ten cyrk zamknąć polubownie

Teraz czekam co dalej Netia zrobi. Albo załatwimy sprawę polubownie, albo trafi to do sądu. Możliwe, że Netia przekieruje sprawę do swoich windykatorów-zastraszaczy i będę się musiał odwoływać. Możliwe, że sprawa skończy się w sądzie karnym gdy zgłoszę naruszenie przepisów przez Netia SA. Możliwe, że sprawa trafi do UOKiK i Netia dostanie karę jakąś. Możliwości jest wiele. Zobaczymy jak dalej potoczą się losy tej sprawy.

Update:
Chyba najwyższy czas na aktualizację postu.
Dzwonienie na infolinię Netia SA okazało się bezcelowe. Dzwoniąc tam jestem nagrywany a konsultanci twierdzą, że mi nie wolno ich nagrywać! Co więcej takie nagranie będzie oczywiście dla Netia SA stanowiło dowód na zawarcie umowy tudzież inne (nie zdziwiłbym się jeśli podczas ewentualnej rozprawy w sądzie prezentowali wycinki nagrań) a konsument byłby pozostawiony z niczym.
Wysyłanie pism... zadziałało. Nie wiem, czy to użycie argumentu, że jestem gotów na podjęcie sprawy w sądzie, czy może fakt, że kontaktowałem się już z organizacjami pro-konsumenckimi (gdzie tylko utwierdzono mnie w przekonaniu, że jestem na wygranej pozycji). A może po prostu w którymś momencie trafiłem na kogoś, kto chciał (lub musiał) podejść do sprawy obiektywnie.
W każdym bądź razie dostałem pismo, że rozpatrzyli moją reklamację pozytywnie dla mnie.

Niedawno musiałem znowu dzwonić do Netia SA z jakimś tam problemem po czym... dowiedziałem się, że w systemie widnieje informacja, że mam podpisaną umowę do 2015 roku. Ale za bajzel u nich ja już nie odpowiadam.
Najgorsze co się mogłoby stać w sytuacji niedogadania się z Netia SA to chyba tylko jakieś krzywe roszczenia od Netia SA, w odpowiedzi reklamacje... po pół roku ewentualnego nie płacenia bezpodstawne skierowanie faktur do jakiejś firmy "Komorniki Netia i spółka" i dalej do e-sądu który by mógł bez peselu i bez adresu (na szczęście to zostało częściowo naprawione i obecnie nie mogą) wydać nakaz zapłaty nie informując osoby którą by uznał za dłużnika (wysyłając 2x list na Berdyczów) a dalej by to trafiło do komornika, następnie trzeba by wystąpić z powództwem przeciwegzekucyjnym, następnie koniecznie wystąpieniem do komornika o zwrot kosztów sądowych, prawniczych, za straty moralne, przypaloną zupę i co tam tylko mógł wywołać (płaci to wierzyciel który nakazuje takie działania komornikowi a więc trzeba uświadomić takim osobom, że nie można bezprawnie zajmować czyjegoś majątku)...

Update 2014-05-06:
Dzwonili dzisiaj do mnie telemarketingowcy na zlecenie netia. Oczywiście mają w swoich systemach informację, że mam umowę zawartą na czas określony.
A dostałem pismo, że przedłużenie zostało anulowane i cytuję maila od reprezentanta Netia:
Wyjaśniam, że na podstawie pisma przyjętego 24 kwietnia 2013 r. anulowaliśmy modyfikację. W związku  tym dalej będziemy świadczyć Panu usługi na dotychczasowych warunkach.

Sunday, December 9, 2012

Podwyżka VAT 2013

Obudziłem się rano i wyjrzałem za okno - na zegar na wieży kościoła stojącego tuż przy moim bloku. Pora wstawać! Wyszykowałem się i wyszedłem na zakupy. Minąłem kościół, skręciłem w prawo mogąc po drodze podziwiać nowoczesną architekturę pozostałych kościołów wyróżniających się od szarych betonowych bloków z wielkiej płyty. Doszedłem do biedronki i spojrzałem na bułkę kosztującą 28 groszy. Po podwyżce stawki VAT ta sama bułka będzie kosztować co najmniej 10% więcej! Jak nic z 31 groszy (pewnie więcej). Zapłacę za:
  1. wyższy podatek dla rolnika uprawiającego zboże
  2. droższy transport zboża do młyna
  3. droższą usługę zmielenia zboża na mąkę
  4. droższą usługę sprzedaży mąki piekarzowi
  5. droższą usługę pieczenia bułki (droższa elektryczność i cała reszta)
  6. droższą usługę dostawy bułek do sklepu
  7. powiększoną o dodatkowy 1% cenę bułki
A przecież to nie wszystkie koszty w łańcuszku, które zapłacą większy podatek. Zakup nowego sprzętu będzie trudniejszy ze względu na większe koszty (ciekawe jak sobie z tym poradzą profesje zwolnione z VATu). Wtedy spojrzałem na swoje papiery... Płacę całkiem spore podatki. Te pieniądze idą na ciągle rosnącą obsługę biurokracji, agentów Tomków, ZUS i pieniądze dla ciepłych posadek w budżetówce (fakt, że często za niskich w stosunku do odpowiedzialności). Dużo większa część znika pewnie na różnego rodzaju przekrętach, funduszach kościelnych, toruńskich wydawnictwach amber-gold-veritatis*, działalności dobroczynnej wspomagającej biedne kościoły (a tych przecież jest coraz więcej), pieniądzach oddawanych kościołom (którym skarb państwa oddaje co bogatsze miasta ponieważ kiedyś na tym terenie było coś związanego z kościołem). To tłumaczy dlaczego zamykamy szkoły, redukujemy finanse na oświatę i zwalniamy nauczycieli, oszczędzamy na szpitalach (ich stanu chyba nie trzeba komentować), nie remontujemy dróg publicznych (chyba, że te przed kościołem), mamy nieznikający fundusz kościelny, rozważamy dodatkowe podatki na rzecz kościoła. Wtedy pomyślałem: a co gdybyśmy opodatkowali kościół tak jak to jest ze świadczeniami dla wszystkich-poza-kościołem? Gdybyśmy ograniczyli wpływ kościoła katolickiego (bo o tym cały czas piszę) na nasze państwo? Gdybyśmy pałace kościoła, ZUSu i podobnych przeznaczyli na lokale socjalne oraz domy spokojnej starości a bezdomnych zatrudnili za zaoszczędzone pieniądze w tychże? Możnaby też pozamykać sklepy monopolowe, których wszędzie pełno - w Szwecji jest zwykle tylko jeden na wieksze miasto i jakoś dają radę. Ciągle rosnącą biurokrację ograniczajmy stopniowo. Powstały fajne platformy typu ePUAP choć większości spraw przez nie nie załatwimy. A może by pozwolić petentom na ocenianie gdzie widzą największe błędy w e-urzędach i które przepisy są ich zdaniem bublami prawnymi? Na tej podstawie uprościmy prawo i damy ludziom większy i odczuwalny wpływ na funkcjonowanie państwa (przecież mamy demokrację... dlaczego duże korporacje i kościoły mają sterować państwem???). A jak się nie uda to trzeba by wyjechać do milionów polaków, którzy już opuścili gnijący system rzeczypospolitej polskiej (celowo pisane z małych liter ponieważ to już nie ta sama Polska za którą walczyli nasi przodkowie). Skrót: Kasa idzie na kościół, biurokrację, przekręty. Zamiast podnosić podatki zmniejszmy wydatki, opodatkujmy kościół (katolicki i inne) i dajmy obywatelom większy i odczuwalny wpływ na rozwój państwa. Ostateczny komentarz... Gdy obywatele ujrzą swój wpływ na państwo to może zrozumieją, że "program" kandydatów do urzędów nie może wyglądać jak "zmniejszę podatki i dam wszystko wszystkim" bo aby komuś dać komuś innemu trzeba zabrać (i zabierając komuś 1% VAT komuś innemu tę kasę dajemy).

Wednesday, November 7, 2012

PL: Trójmiasto...

No i stało się... Wylądowałem w trójmieście. Mój poprzedni pracodawca Alcatel-Lucent zamroził płace oraz wakaty co uczyniło podwyżki co najmniej trudne. W następstwie płace w ALu zaczęły spadać, nowe osoby są zatrudniane zwykle poprzez firmy zewnętrzne (ponieważ łatwiej dać 20kPLN za niedoświadczonego człowieka firmie wuja królika niż podnieść o 500PLN pensję wykwalifikowanemu i sprawdzonemu pracownikowi). To z kolei doprowadziło do... utworzenia nowej działalności askMatt.pl przeze mnie i zmiany trybu pracy :D Rynek IT jest dość dynamiczny i pracę da się tutaj znaleźć bez większych problemów (oczywiście jeśli ktoś posiada odpowiednie umiejętności - znam przypadki ludków, którzy nie mogą znaleźć pracy w IT...). Płace też są ogólnie przyzwoite. Niestety Bydgoszcz to taka mała dziura w której jest niewiele firm, oferty nie są jakieś super a do tego czas rozpatrywania kandydatów jest stosunkowo długi. Dlaczego trójmiasto:
  • Blisko Bydgoszczy (jadę przepisowo 2:10 samochodem trasą płatną A1)
  • Rynek pracy lepszy niż w Bydgoszczy
  • Początkowo żona i synek mieli jechać ze mną
  • Blisko morza (którego jak na razie nie widziałem od przyjazdu tutaj
  • Szybki internet (którego używam godzinkę+ dziennie na skype i na kontakty służbowe gdzie liczy się bardziej dostępność niż prędkość...)
  • Ponieważ liczę, że rodzinka do mnie w końcu zjedzie
  • Ponieważ są tutaj ludzie, których całkiem cenię za ich kwalifikacje (może uda mi się znowu z nimi nawiązać kontakt :D )
Dlaczego ta firma, z którą nawiązałem współpracę:
  • Ponieważ rekomendował ją kolega, z którym pracowałem
  • Ponieważ prezesi wywarli na mnie pozytywne wrażenie
  • Ponieważ ludzie wydają się na poziomie - a ja lubię pracować z ludźmi lepszymi ode mnie (przynajmniej w jakichś dziedzinach)
  • Ponieważ w dziale kadr są piękne i miłe dziewczyny... eeee... no są, ale to nie ma wpływu... przynajmniej dla mnie
  • Ponieważ będę tutaj pracował razem z kolegami, z którymi już pracowałem :)
  • Ponieważ liczę, że tutaj będę miał do czynienia z systemami lepiej poukładanymi niż w ALu a jednocześnie nie musząc się przekwalifikowywać (porzucenie kilkuletniego doświadczenia w zawodzie i zaczynanie od nowa byłoby raczej ciężkie, smutne, nieprzyjemne, nierozważne, z gruntu złe i ogólnie nie tak)
  • Pomimo, że zaproponowane warunki są nieco niższe, niż oczekiwałem, są one (uwzględniając wszystkie czynniki) najlepsze ze wszystkich propozycji, jakie otrzymałem (żona preferuje inną propozycję)
Swoją drogą to tragiczne, że firmy takie jak ALu marnują masę kasy i jednocześnie nie są w stanie zapewnić konkurencyjnych warunków zatrudnienia... przynajmniej tym kluczowym pracownikom... A jeszcze jeden argument dorzucę, dla którego jestem bardziej przychylny.... zmuszam się aby być bardziej przychylnym... do tego przeniesienia się na dni robocze do trójmiasta... Jestem z moim ukochanym najukochańszym synkiem bardzo blisko... i boję się, że jesteśmy zbyt blisko... na pewno bliżej niż Tomuś z mamą (przynajmniej ostatnio - możliwe, że jest to związane z faktem że ja facet i On facet a mama to baba). Boję się rozluźnienia naszych więzów rodzinnych. Przebrnąłem przez małe piekiełko związane z zakładaniem działalności: CEIDG-1 to żaden problem (ePUAP już miałem od dawna), VAT-R jest zwalony, ZUS ZUA nieciekawy ale informatyzacja placówek bez zarzutu a panie bardzo miłe i pomocne. Znalazłem księgową. Wybrałem taką najbliżej miejsca, gdzie będę "bytował" w dni robocze w trójmieście. Konkurencją była droższa ale sprawdzona księgowa w Bydgoszczy (niestety nie pracująca w soboty :( ). Wynajęcie mieszkania... nie czaję po co są pośrednicy... powinno się tę branżę wy***ć w **** (wstaw w miejsce gwiazdek co uważasz za stosowne). Z fajnych rzeczy jest właścicielka mieszkania, która wywarła na mnie pozytywne wrażenie/// a do tego wystawia mi fakturkę VAT :D Były też inne ciekawe opcje (np. blisko potencjalnego usługobiorcy) ale z różnych powodów wybrałem małe dwupokojowe mieszkanko o powierzchni 50.5 m2 z miejscem garażowym, położone ~10 minut drogi od obecnego kontrahenta (ciągle mam nadzieję, że uda mi się też nawiązać jakąś współpracę w Bydgoszczy abym np. był w tygodniu o dzień dłużej w Bydgoszczy (póki co dostałem jedynie 3 oferty pracy w Bydgoszczy/okolicy i jedną ofertę współpracy firma-firma ale na zasadzie 40h/tydzień). No i budynek jest nowy (mniejsze koszty długoplanowe), ogrodzony no i ma plac zabaw (nadal mam nadzieję, że w końcu rodzinka do mnie zjedzie, może wynajmiemy większe mieszkanie w budynku i młody będzie się tutaj bawił i będzie miał blisko szkołę). A może młody by poszedł do tej pobliskiej szkoły co za 2k miesięcznie dzieci tam są? (Tam jest podobno m.in. rodzinka Pani Przybylskiej, Kaczyńskiej... więcej zasłyszanych nazwisk nie pamiętam). Mam podpięty internet w UPC na osobę fizyczną (na firmę średnio się opłaca) i wybrałem 30Mbps (nie widzę uzasadnienia aby brać więcej). Kablówki TV nie mam (no bo po co? reklam nie lubię oglądać... a nie wiem na co jeszcze ta telewizja się może przydać). Do tego straszą, że wyłączą TV analogową (a nie ma to żadnego wpływu na odbiór kablówki która nadal będzie nadawana analogowo + cyfrowo) i straszą jakimiś opłatami za abonament radiowo telewizyjny, komornikami, wchodzeniem na rentę/emeryturę, sądami... to na **** mi to? Zamiast oglądać las w TV wolę się przejść do lasu :D Przepiałem licznik energii na siebie (na firmę). Niestety niełatwo się dostać do BOK "Energa". W końcu mi się udało i tutaj pozytywne odczucia: BOK duuuuużo lepszy niż bok "ENEA" w Bydgoszczy. Na przyszłość muszę sobie zorganizować (kupić na firmę?) drukarkę ze skanerem co by kontakty z Energą ułatwić (kurcze... będzie trzeba zainwestować w komp stacjonarny, przenośny, drukarkę/skaner, tablet, eBook reader i komórkę... dużo tego... fcuk). Na zakończenie: Chciałem upiec ciasteczka i szukałem jakiegoś profesjonalnego przepisu. Niestety - prawie każdy przepis zawiera "cukier waniliowy" a takowego póki co nigdy nie spotkałem i nie istnieje takowy wedle profesjonalnej literatury (co najwyżej można znaleźć informację, że 99% społeczeństwa nie umie czytać i nie rozróżnia nazw waniliowy od waniliNowy).

Monday, September 3, 2012

[EN] Certification... OCP 1Z0-053

It's time to get some certifications...

I'm working in the same company for 5 years. During that time I gained a lot of experience: self study/training on the job... or rather training on the front line where only expectation is to extinguish the fire by adding unqualified resource to place where problem occurred.
However I had no certifications sponsored by my employer. Sounds simple: for my employee the skills are important but certificates are not. Certified employee = expensive employee.
Conclusion: I need to pay for the certificates myself and ask myself if I'm working in the correct place.

Training path:
I see 2 possible clear directions: JAVA and Oracle database administration. The first one is difficult to get as my experience with JAVA is minimal.
Unfortunately there is no clear PL/SQL certification path. Instead you would find path to ApEx and similar things. Of course there are plenty other options... and not only Oracle... but it sounds stupid to leave area that you were working for years and in which other are calling you "the expert"... wouldn't it be stupid?
So my decision is: DBA.

Next question: OCA or OCP? This stands for Oracle Certified Associate and Oracle Certified Professional.
My colleagues (they certified in the JAVA path though) told me that OCA is targeted rather for non-technical people like managers, people supporting product maintenance, etc. while not giving that much to professionals like me.
Decision: OCP.

I have worked a lot with Oracle 10.2G but not with 11G thus 1Z0-043 exam would match me better.
The thing is that I was always working with development while this DBA path is about administration.
As for today I'm going to learn about Oracle 11G administration thus my exam would be 1Z0-053 and it costs 195$ (640PLN) as for today.

Education... I need to get some materials. Training costs something like my monthly salary so that is not an option for a parent / breadwinner.
Cheaper option is to buy some book. I found one and it costs ~50$ on Amazon. Cool - but Amazon works great in US... in Poland there are still some issues. Let's check our local retailer empik... the book costs over 100$ !!! So Amazon sounds like a better idea.
And there is another option, too. To get an e-book. Illegal source would be free while I wouldn't feel well that way.
But there is another option :) Safari online... My corporation is paying for the access (we were even told we cost too much because of that... and we were not really using it as this information was not given to the new employees) so that is a good time to use it.